Wiesz, najgorzej jest…

Znowu, kolejny raz tracę siebie… nie potrafię nad tym zapanować… uciekam w nicość… tracę sens… tracę nadzieję… nie potrafię znaleźć drogi… Nie wiem dokąd zmierzam, są takie rzeczy, z którymi nie umiem sobie poradzić, są dni że wszystko mnie przerasta… Wieczory, wieczory ostatnio są najgorsze, nie wiem nawet skąd ten smutek się bierze, w dzień jestem radosna, cieszy mnie wszystko, a gdy tylko przychodzi wieczór… smutek razem z nim, zasiada bok mnie i szturcha, zwracając na siebie uwagę, abym tylko o nim pomyślała… Lecz to jest taki smutek, który nie potrafi wylać łez, by zrobiło się lżej… ten smutek siedzi we mnie w mojej duszy i rozrywa mnie od środka.. tkwi w klatce jak wielki głaz, który utknął w szczelinie, spadając w dół.. kiedy spadnie do końca..? Co mu w tym pomoże… Myślałam, że już sobie poradziłam z samotnością, ze świadomością, że nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, mieć go na wyłączność choć na parę godzin.. W tym smutku kryje się głównie to, że stoję w miejscu, że nie potrafię iść na przód, zawisłam w jednym punkcie i nie wiem jak mam to zmienić… Tyle chciałam w swoim życiu zmienić i teraz jak mam już więcej na to okazji, zwyczajnie coś mnie hamuje, boję się nie wiadomo czego.. jednocześnie wiedząc, że strach ma wielkie oczy, że już tyle strachu pokonałam i to o wiele większego… Czy to wszystko z czasem przyjdzie samo..?

” Wiesz, najgorzej jest, kiedy ląduje się w tak zwanej czarnej, przysłowiowej dupie, kiedy traci się cel i endorfiny, rozbija się o bagna. Dlatego trzeba mieć punkt – punkt zaczepienia, który pomoże wstać, zrobić pierwszy krok. Ten pierwszy krok – najtrudniejszy. ”

- Kaja Kowalewska

Bez duszy…

Chyba straciłam duszę, nie czuję zupełnie nic, nie czuję bólu, strachu, ani radości… Wszystko jest puste i bez znaczenia… Gdzie Ja jestem..? Gdzie jest mój duch..? Co się ze mną stało..? Czuję się jak staruszka, która nie ma już przed sobą nic, której została już tylko samotność i czekanie na ostateczność… Wegetuję… Inaczej nie potrafię tego nazwać, stoję w miejscu i nie potrafię się ruszyć… Nie mam na nic pomysłu, nie mam pomysłu jak zacząć… Ryzyko… Porażka… Strata… Jeśli one się pojawią..? Mam wrażenie, że nie jestem w tym miejscu, w którym powinnam być… Że przez pomyłkę tutaj trafiłam, na ten kawałek ziemi… Że moja osoba jest inna na otaczający ją świat… Piszę tu teraz jak jakiś filozof, który ma tyle przemyśleń, że aż wariuje… Znalazłam chyba odpowiedni cytat do moich odczuć…

 

”Nie miałem żadnych zainteresowań. Nic mnie nie obchodziło. Zupełnie nie wiedziałem, jak się wywinąć z tego wszystkiego. Inni umieli przynajmniej delektować się życiem. Jakby rozumieli coś, czego ja nie rozumiałem. Może miałem jakiś brak. Niewykluczone. Często czułem, że jestem gorszy. Chciałem się tylko od nich odczepić. Ale nie było dokąd pójść. Samobójstwo? Jezus Maria, jeszcze jedna robota do odwalenia. Miałem ochotę przespać pięć lat, ale mi nie dawali.”

- Charles Bukowski -

Nie wiedziała…

 ”Nie wiedziała, jak to wytłumaczyć. Podczas dnia, w świetle słonecznym tryskała energią, zarażała śmiechem. To ona pocieszała innych, mówiła ,że będzie dobrze. A gdy tylko słońce chowało się za horyzont, chęć do życia gasła. Radość wypalała się. Mina stopniowo smutniała. I nie tylko mina, bowiem cała jej dusza płakała, coś żałośnie w niej krzyczało. Tylko w niej- nikt inny nie mógł tego usłyszeć.To nie było tak proste, jakby się wydawało- pójść spać. Sen jej nie chciał, uciekał od niej. Więc nie mogła robić nic. Nie miała ochoty tez na rozmowę, na czułe gesty.. Nie potrafiła tylko zrozumieć teraźniejszości. Co się z nią dzieje? Tego, co było najważniejsze, nie mogła pojąć.”