Muszę zebrać się w sobie…

”Muszę zebrać się w sobie. Zszyć się z powrotem. Skleić, nawet prowizorycznie, bo się rozlatuję.”

- Jakub Żulczyk

Ponownie, spadam w dół, jest już ze mną coraz gorzej, jeszcze w takim stanie nie byłam, trzęsę się cała w środku do tego ręce również zaczynają mi drżeć.. Co się ze mną dzieje, ja nie chcę takiego stanu, a nie potrafię go zwalczyć…Czuję wieczny lęk, bo nie lubię robić tego czego nie lubię, muszę pracować z kimś z kim nie potrafię… Nie potrafię sobie radzić z ciągłymi wyśmiewkami w pracy… Jetem w tak patowej sytuacji, że na prawdę co nie zrobię to i tak nie będzie rozwiązaniem… Tak bardzo mi potrzeba bliskiej osoby, by chociaż w weekendy z nią spędzać czas, aby o tym całym tygodniu zapomnieć… A moje życie wygląda tak, że każdy weekend jest zmarnowany siedzeniem w domu… Nie potrafię ruszyć z miejsca, nie wiem jak mam znaleźć przyjaciół… Jeśli czytając to, jesteś równie samotny/a jak ja, napisz do mnie, może uda się nam wypełnić pustkę, chociaż poprzez pisanie… Myślę już nawet, aby iść do psychologa/psychiatry, jednak u mnie w domu takie tematy są tabu… Bo jak taka młoda dziewczyna może mieć depresję… A jak nazwać inaczej stan, w którym przynajmniej raz na miesiąc myślę, aby stąd odejść..? Ludzie na świecie są na prawdę okrutni, nie zdają (chociaż może i zdają, i robią to z uśmiechem na ustach) sobie sprawy, z tego jaką krzywdę mogą wyrządzić drugiemu człowiekowi wyśmiewając go, ubliżając…Na prawdę chciałabym któregoś dnia zasnąć i się nie obudzić, zostawić już to wszystko, bo nie mam sił na ciągłą walkę.. Ostatnio muszę robić wiele rzeczy, które nie są zgodne z moim sumieniem, robię je tylko dlatego, aby wiecznie nie okazywać słabości… Wracam do domu i dosłownie upadam na kolana i płaczę.. Mam problemy ze snem, bo czuję w nim lęk i niepokój… Budzę się cała w strachu… Jak mam sobie z tym poradzić…? Chyba zamiana pracy byłaby najlepszym rozwiązaniem, jednak to kolejny stres, czy tam będzie ok..? A jeśli ze mną jest coś nie tak, jeśli ja nie pasuję do ludzi..?

Tonę, tonę w morzu łez…

Nie znasz mnie, ani ja nie znam Ciebie… Jednak chcę Ci o mnie opowiedzieć, bo potrzebuję się wyżalić, bo eksploduję.. Już w tak dobrej kondycji psychicznej byłam, już nie pamiętałam kiedy ostatnio płakałam, aż do dnia… Gdy zobaczyłam Ją, Jej zły.. Widziałam w nich siebie, zobaczyłam dawną siebie, przerażoną, zalęknioną, bezradną, nie radzącą sobie z emocjami… Wrócił ten strach, wróciło to poniżenie.. Myślałam, że już ten cały etap jest za mną, że już to nie wróci, że jestem na tyle silna.. Chyba z takich rzeczy nigdy się nie wyleczy.. Gdy ktoś, kto powinien darzyć cię miłością, mieć szacunek, poniża każdym słowem, każdym czynem, gestem..Upadasz na kolana i nie potrafisz wstać.. Jesteś tak bezsilny, bo nie chcesz odpłacać tym samym… Nie chcesz być takim człowiekiem, mimo wszystko chcesz kochać, chcesz być kochanym.. Jesteś tak naiwny, że przyjmujesz kolejne ciosy jak worek, pochylasz głowę i brniesz w to dalej.. Duszę wszystko w sobie, że od środka mnie rozrywa.. Tak bym chciała wtulić się w ramiona i zapomnieć o całym świecie, mieć kogoś kto mnie zrozumie… Mieć kogoś ”mojego” , by był dla mnie , a ja dla niego.. Powiedz mi jak to jest, mieć przyjaciela…?

Gdy odkąd pamiętasz doświadczasz przemocy fizycznej, a później psychicznej.. Czy można się z tego wyleczyć..? Czy można twardo stąpać po ziemi, czy już zawsze będzie się upadać..? Tak bardzo chciałabym żyć szczęśliwie, tak bardzo chciałabym kochać, CHCIAŁABYM BYĆ W INNYM MIEJSCU.. Od lat sobie powtarzam, że urodziłam się tam gdzie nie powinnam… Wiesz co jest najbardziej irytujące..? To, że jestem tak beznadziejna, że nie potrafię tego zmienić, nie potrafię się od tego odciąć..

A co będzie, gdy pewnego dnia, już tak na zawsze zabraknie mi sił..? Czy komuś spłynie łza..? Czy wtedy ktoś zobaczy i powie..”Jej naprawdę było źle”.. Czy będą mówić.. „Jaka ona głupia, co zrobiła”..

Nie masz pojęcia jakie masz szczęście, gdy ktoś spyta się ciebie.. ”Co u Ciebie.? Jak się czujesz.?’ Nie zadajesz sobie sprawy i odpowiadasz zwykłe ”W porządku” . Dopiero, gdy ci tego zabraknie, gdy wracasz do domu, a tam żadnej wiadomości, żadnej twarzy która by cię miło powitała.. I spytała o tą zwyczajną rzecz.. Wiesz co to samotność..? Może tak, bo skoro czytasz tak smutnego bloga, to równie jak ja jesteś w takim dołku.. Nie masz pojęcia jak chciałabym znowu z niego wyjść..! Móc się uśmiechać, znaleźć znowu radość..!

Bez duszy…

Chyba straciłam duszę, nie czuję zupełnie nic, nie czuję bólu, strachu, ani radości… Wszystko jest puste i bez znaczenia… Gdzie Ja jestem..? Gdzie jest mój duch..? Co się ze mną stało..? Czuję się jak staruszka, która nie ma już przed sobą nic, której została już tylko samotność i czekanie na ostateczność… Wegetuję… Inaczej nie potrafię tego nazwać, stoję w miejscu i nie potrafię się ruszyć… Nie mam na nic pomysłu, nie mam pomysłu jak zacząć… Ryzyko… Porażka… Strata… Jeśli one się pojawią..? Mam wrażenie, że nie jestem w tym miejscu, w którym powinnam być… Że przez pomyłkę tutaj trafiłam, na ten kawałek ziemi… Że moja osoba jest inna na otaczający ją świat… Piszę tu teraz jak jakiś filozof, który ma tyle przemyśleń, że aż wariuje… Znalazłam chyba odpowiedni cytat do moich odczuć…

 

”Nie miałem żadnych zainteresowań. Nic mnie nie obchodziło. Zupełnie nie wiedziałem, jak się wywinąć z tego wszystkiego. Inni umieli przynajmniej delektować się życiem. Jakby rozumieli coś, czego ja nie rozumiałem. Może miałem jakiś brak. Niewykluczone. Często czułem, że jestem gorszy. Chciałem się tylko od nich odczepić. Ale nie było dokąd pójść. Samobójstwo? Jezus Maria, jeszcze jedna robota do odwalenia. Miałem ochotę przespać pięć lat, ale mi nie dawali.”

- Charles Bukowski -

Często myślę o Tobie…

”Często myślę o Tobie,
często piszę do Ciebie,
głupie listy – w nich uśmiech i miłość.

Potem w piecu je chowam,
płomień skacze po słowach,
nim spokojnie w popiele nie uśnie.

Patrząc w płomień kochanie
myślę – co też się stanie
z moim sercem głodnym miłości.

A Ty nie pozwól przecież,
żebym umarła w świecie,
który ciemny jest i który chłodny.”

-Halina Poświatowska

W babiego lata cienką nić…

”W babiego lata cienką nić, spowita jak w woale. Czasem wolę nie czuć nic i czasem nie być wcale. Pajęcza nić babiego lata, otula mnie i moje myśli. I nie wiem już czyś był prawdziwy, czyś tylko nocą mi się przyśnił. Babiego lata nić cieniutka, na wietrze lekko się kołysze. Czekałam na twe czułe słowo, lecz wkoło słychać tylko ciszę. Odleci nić babiego lata, a z nią marzenia doskonałe. I wrócą, może… tu za rok. A może ja… nie wrócę wcale.”

Tak ciężko…

„Wracam na górę i siadam blisko kaloryfera, z kubkiem gorącej herbaty. Z każdym krokiem czy łykiem czuję, jak mnie ubywa, jest mnie coraz mniej, w sposób zupełnie niegroźny, wyzuty z dramaturgii, najwolniej jak można znikam.”
-Jacek Podsiadło

 

Tak okropnie ciężko jest mi się uśmiechać, uśmiech staje się dla mnie coraz większym wyzwaniem.. Kiedy przyjdą te lepsze dni..? Jeśli tak ma wyglądać cały miesiąc jak pierwszy jego dzień, to ja dziękuję..

Nie umiem wyrazić…

 

„Nie umiem wyrazić tego, co bym chciała.Ostatnio ciągle tak jest. Staram się coś powiedzieć, ale do głowy przychodzą mi tylko nieodpowiednie słowa albo całkowicie różne od tych, które mam na myśli. Próbuję sama się poprawić, lecz wychodzi tylko gorzej. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Po środku jest wielki słup i gonimy się wokół. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać.”

– Haruki Murakami

Nie wiedziała…

 ”Nie wiedziała, jak to wytłumaczyć. Podczas dnia, w świetle słonecznym tryskała energią, zarażała śmiechem. To ona pocieszała innych, mówiła ,że będzie dobrze. A gdy tylko słońce chowało się za horyzont, chęć do życia gasła. Radość wypalała się. Mina stopniowo smutniała. I nie tylko mina, bowiem cała jej dusza płakała, coś żałośnie w niej krzyczało. Tylko w niej- nikt inny nie mógł tego usłyszeć.To nie było tak proste, jakby się wydawało- pójść spać. Sen jej nie chciał, uciekał od niej. Więc nie mogła robić nic. Nie miała ochoty tez na rozmowę, na czułe gesty.. Nie potrafiła tylko zrozumieć teraźniejszości. Co się z nią dzieje? Tego, co było najważniejsze, nie mogła pojąć.”

 

Gdybym miała powiedzieć…

Gdybym miała powiedzieć, co dziś myślę o świecie.
Z prawą ręką na sercu, tak szczerze.
Powiedziałabym, że jeszcze.
Jeszcze nie jest najgorzej.
Chociaż czasy do życia mamy podłe.

Mimo to, gdy wróżę z gwiazd wychodzi mi.
Że przed nami jeszcze, wiele pięknych dni.

Gdybym miała powiedzieć, co mnie dziś najmocniej boli.
Powiedziałabym, że słowa nieczułości.
A gdy, ktoś mnie spyta czego.
Czego się najbardziej boję.
Powiem, że samotnych nocy i wojen.

 Mimo to, gdy wróżę z gwiazd wychodzi mi.
Że przed nami jeszcze, wiele pięknych dni.

 Moje oczy są nadal zielone.
W moim oknie, wciąż kwitnie nadzieja.
I pełne światła są moje dłonie.
Jeszcze wierzę w drugiego człowieka.

-Anita Lipnicka – Moje oczy są zielone-