Ból…

„Ból fizyczny – cielesny, choćby największy, nie może się równać z bólem duszy i całego jestestwa; kiedy w gruzy wali się wyobrażenie o sensie własnego życia, a także wiara w Boga i drugiego człowieka. To właśnie utrata wartości i ideałów zakorzenionych w Bogu oraz tych związanych z osobistym powołaniem człowieka jest źródłem największego cierpienia.”

 

Myślałam, że już niżej nie mogę upaść.. myliłam się… jest ze mną coraz gorzej.. boję się sama o siebie.. że pewnego dnia zabraknie mi sił…

Gdy miałam…

” Gdy miałam 6 lat marzyłam aby być już nastolatką. Chciałam doświadczyć tej pierwszej miłości.. poczuć jak to jest pisać smsy dniami i nocami z ukochaną osobą. Jak to jest kochać, tęsknić, potrzebować. Teraz oddałabym wszystko by znów być tą 6-latką z miśkiem w ramionach. ”

 

Kolejny dzień łez… kolejny dzień bólu… i ten okropny ból głowy…  :cry:                            Boże kiedy się to wszystko skończy?!
Czemu obdarzyłeś mnie taką wrażliwością??
Czemu nie dałeś mi serca z kamienia, by łatwiej szło mi się przez życie??
Czemu ludzie mnie tak ranią i czemu ja ranię ich??
Boże wyprostuj mi moją drogę, by łatwiej mogło mi się żyć… :cry:

Tak bardzo, mi Ciebie brakuje…

Tak bardzo Cię potrzebuję.. tak bardzo brakuje mi Twojego głosu.. Twoich słów, tak mądrych, pocieszających, pełnych wiary i optymizmu..

Gdzie jesteś mój Serduszkowy Aniele???  Czy są takie dni kiedy o mnie myślisz??? Czy są dni kiedy za mną tęsknisz???

Teraz, gdy jestem na takim rozdrożu.. wiem, że dodałabyś otuchy, wszystko nabrałoby sensu, kolorów i nadziei.. Lecz pozostaje mi tylko wspominać w myślach Twoje słowa jakimi kiedyś mnie darzyłaś.. że wszystko będzie dobrze, że nie mam się bać, iii te najważniejsze, że we mnie wierzysz..

I tak zasypiam ze łzami, mając nadzieje, że każda moja łza zamienia się w szczęśliwy dzień dla Ciebie..

Tak ciężko…

„Wracam na górę i siadam blisko kaloryfera, z kubkiem gorącej herbaty. Z każdym krokiem czy łykiem czuję, jak mnie ubywa, jest mnie coraz mniej, w sposób zupełnie niegroźny, wyzuty z dramaturgii, najwolniej jak można znikam.”
-Jacek Podsiadło

 

Tak okropnie ciężko jest mi się uśmiechać, uśmiech staje się dla mnie coraz większym wyzwaniem.. Kiedy przyjdą te lepsze dni..? Jeśli tak ma wyglądać cały miesiąc jak pierwszy jego dzień, to ja dziękuję..

Wychodzimy…

“Wychodzimy spod kołdry zakładamy uśmiech, przed wszystkimi nawet przed sobą udajemy, że wszystko w porządku, wychodzimy z domów, wymieniamy miłe uwagi, z grzeczności pytamy innych co słychać zawsze słysząc tę samą odpowiedź, odbierając telefon silimy się na spokój w głosie, ale tak naprawdę nocą “gryziemy z bólu dłonie”

Nie wiedziała…

 ”Nie wiedziała, jak to wytłumaczyć. Podczas dnia, w świetle słonecznym tryskała energią, zarażała śmiechem. To ona pocieszała innych, mówiła ,że będzie dobrze. A gdy tylko słońce chowało się za horyzont, chęć do życia gasła. Radość wypalała się. Mina stopniowo smutniała. I nie tylko mina, bowiem cała jej dusza płakała, coś żałośnie w niej krzyczało. Tylko w niej- nikt inny nie mógł tego usłyszeć.To nie było tak proste, jakby się wydawało- pójść spać. Sen jej nie chciał, uciekał od niej. Więc nie mogła robić nic. Nie miała ochoty tez na rozmowę, na czułe gesty.. Nie potrafiła tylko zrozumieć teraźniejszości. Co się z nią dzieje? Tego, co było najważniejsze, nie mogła pojąć.”